wtorek, 24 sierpnia 2010
WEGAŃSKA BOGINI W KUCHNI, Rory Freedman, Kim Barnouin
Zabawna, obsceniczna i przewrotna książka dwóch Amerykanek: Rory Freedman – byłej agentki, pracująca dla agencji modelek Ford Models i Kim Barnouin – byłej modelki, magister dietetyki holistycznej.
Obsesyjna pasja jedzenia i fanatyczna dbałość o zdrowie skłoniły autorki do napisania bestsellerowej „Wegańskiej bogini”. Autorki pretendują do bycia nowymi przyjaciółkami każdej weganki, choć może nieco pyskatymi i wulgarnymi, które nie owijają w bawełnę i w końcu powiedzą ci prawdę na temat tego, czym się codziennie karmisz. Nauczą cię, jak podejmować rozsądne, oparte na rzetelnej wiedzy decyzje żywieniowe. Może i niezłe z nich małpy, ale przynajmniej są szczupłe. Ty też taka będziesz – pod warunkiem, że zastosujesz się do ich wskazówek i zaczniesz się prawidłowo odżywiać. Chcesz wiedzieć, jak przygotować potrawy, które będą dobre dla twojego organizmu, ale nie będą smakować jak skisła skarpeta? W książce znajdziesz m.in. niebiańskie śniadania dla szczupłych gwiazd, PMS (Przekąski na Menstruacyjne Smutki), modne zupy i potrawki, zabawy dla dorosłych – przystawki oraz jeszcze bardziej wyrafinowane pozycje kulinarne.
Wydawnictwo Sensus.pl

Tytuł oryginału brzmi: Skinny Bitch in the Kitch: Kick-Ass Recipes for Hungry Girls Who Want to Stop Cooking Crap (and Start Looking Hot!), co w bardzo dowolnym tłumaczeniu znaczy: odlotowe przepisy dla głodnych lasek, które chcą przestać gotować śmieciowe jedzenie (i zacząć wyglądać seksownie!). Podejście autorek do gotowania jest tu dość kontrowersyjne, mogłoby drażnić mężczyzn i niektóre (zwłaszcza starsze) kobiety. A szkoda, bo można znaleźć w niej mnóstwo ciekawych wegańskich przepisów na wszelkie okazje oraz fachowych kulinarnych porad. Mam jednak wrażenie, że książka jest skierowana głównie do osób, które tęsknią za smakiem i wyglądem mięsa, stąd mnóstwo w niej: soi o smaku boczku, burgerów z „bekonem”, potrawek „wołowych”, rosołów „drobiowych” czy kanapek z „szynką”. Oczywiście wszystko to w wersji sojowej. Mnie osobiście już same nazwy zniechęcają, bo po co nadawać sojowym potrawom nazwy, które powodują u większości wegetarian ciarki na plecach? Bezsprzecznym minusem tej książki jest brak fotografii do przepisów, co mnie osobiście zniechęca do gotowania, bo nie ma to jak estetyczna stymulacja do wysiłku w kuchni. Lubię wiedzieć wcześniej, jak będzie wyglądał mój obiad. Niemniej jednak jest to skarbnica przepisów godnych polecenia. Polecam tę książkę nastolatkom i wszystkim wyluzowanym kobietom.
JK
data ostatniej modyfikacji tekstu:
24 sierpnia 2010